– Pewnie korek. W zeszłym tygodniu spóźniłam się do pracy czterdzieści minut, bo na

wreszcie.
Jeszcze nie wierząc w cud, Polina Andriejewna podniosła się szybko, jako tako
naszego to rozumu rzecz.
Luke Hayes pojechał do Portland, gdzie miał przesłuchać rodziców Melissy Avalon. Bóg
opiłki.
Shep zadrżał. Powoli opuścił rękę.
Jego ulubionym serwisem był AOL. Podobał mu się sposób, w jaki grupowano tam
Rainie zacisnęła wargi w cienką linię. Popatrzyła na Sandy z dezaprobatą. Sandy
się znowu śniadaniem. I nagle Sandy zrozumiała, że Becky jej nie wierzy. Świat już nigdy nie
krzesła.
Nawet teraz często zapominamy zamykać drzwi na klucz. Nie mamy drogich ekspresów do
Śmierć Teognosta mętna.
samym Napoleonem. Przez wiele nocy ogrze-
samobójstwo godnego pogardy Judasza, i przeraziło się bardzo, że pustelnik dopuścił się na


Auschwitz & salt mine tourmuzyka relaksacyjnaPIT 36

Kolejny cios, w który włożyła całą siłę. Porywaczka w piance brnęła przez wodę do

Nikołajewiczu Lampem, ale teraz, kiedy sama szłam Dojściem w ciemności, przejrzałam. Tak
jako ciotka Alice Bensen i zaczęła czytać tekst, który wybrała na pożegnanie dziewczynek.
siebie, żądzę niszczenia. To ciemny punkt, o którym nie potrafisz zapomnieć, a on rośnie i

I Berdyczowski – taka to widać była noc – zdradził serdecznemu przyjacielowi wszystkie

Już miał zrezygnować, gdy usłyszał kroki. Szybkie, lekkie kroki na schodach. Po chwili zobaczył ją przez podłużne okienko przy drzwiach. Piękna twarz i wspaniała sylwetka. Intrygujące piwne oczy napotkały jego wzrok, ale zamiast strachu zobaczył zawziętość, wściekłość i determinację. Wysunęła wyzywająco brodę, zacisnęła usta. Otworzyła szybko drzwi, ale całym ciałem zastawiła wejście do domu. Rzeczywiście wyglądała groźnie, a przynajmniej starała się tak wyglądać. Czyżby przeszła trening asertywności i wzięła kilka lekcji wschodnich sztuk walki? - To pan - wycedziła i nawet posłała mu uśmiech, który jednak nie rozjaśnił jej zimnych oczu. - Pani Bandeaux? - W czym mogę panu pomóc? - Mam jeszcze kilka pytań. Nie poruszyła się. Mokre włosy miała upięte do góry, na twarzy widać było resztki makijażu. Buńczuczna poza zupełnie do niej nie pasowała. - Do mnie? - Tak. Ani drgnęła. - Obawiam się, że musi pan zaczekać. Nie odpowiem na żadne pytania, jeśli nie będzie przy tym mojego prawnika. A jego tutaj nie ma. Cwana suka. - To dotyczy tylko pani billingów telefonicznych. Uśmiechnęła się. - Nie zrozumiał mnie pan? Poradzono mi nie rozmawiać z panem bez adwokata. Więc nie sądzę, żebyśmy mieli sobie coś dzisiaj do powiedzenia. - Zatrzasnęła mu drzwi przed nosem. Przez okienko zobaczył, jak znika w głębi domu. Co jest, do diabła? Znów nacisnął dzwonek i czekał. Pies wpadł w szał. Nikt nie otwierał. Niech to diabli! Czuł się jak pajac. - No, otwórz - szeptał. - Wiem, że tam jesteś. - Spojrzał na zegarek. W co ona z nim gra? Jeszcze raz nacisnął mocno dzwonek. I czekał. Znów spojrzał na zegarek. Upłynęły trzy minuty, pięć. - Najświętsza Panienko! - Gdyby tylko miał ten pieprzony nakaz, wyważyłby drzwi. Pies robił taki raban, że zmarłego by obudził. Jezu! Znów nacisnął dzwonek. Nagle pojawiła się i otworzyła drzwi. Wygląda inaczej, i to nie tylko dlatego, że się przebrała i rozpuściła mokre włosy. Patrzyła zdziwiona, jakby zapomniała, że zostawiła go na ganku. Dżinsy, bluzę i wrogie nastawienie zamieniła na miękką, białą podomkę przewiązaną ciasno w talii. Reed zauważył zagłębienie między jej piersiami, odwrócił wzrok, a potem spojrzał jej w oczy. - Ach, to pan. - Najwyraźniej była zmieszana. Mokre pasma włosów założyła za uszy. Nie siliła się na uśmiech i wyglądała, jakby miała ochotę przespać następne sto lat. - Przepraszam... Nie słyszałam dzwonka. Brałam prysznic... wcześniej złapał mnie deszcz i... - Pani pies szczekał jak oszalały. - Często tak szczeka. Woda leciała. Byłam na górze i... - Przerwała, jakby zdała sobie sprawę, że mówi bez sensu. - Czy mogę panu w czymś pomóc.
czekającym go zadaniu.
wszędzie, tylko nie tutaj. Lokal świecił pustkami – oby spowodowała to późna godzina, a nie

Przysunęła do posłania krzesło, ostrożnie pogładziła leżącego po zapadłych policzkach,

Ale już nie. Teraz czas stanie w miejscu.
– Raczej nie. – Dotknął fotografii. – One są rzeczywiste.
Zjadły smażone kalmary na przystawkę, potem Sherry zamówiła spaghetti z krabami. Co